Z wywiadu z Amber Lambert, pielęgniarką praktykującą (nurse practitioner), przeprowadzonego 7 października 2020 roku.
Dzień dobry wszystkim. Bardzo się cieszę, że mogę tu być z Amber.
Jestem rodzinną pielęgniarką praktykującą (family nurse practitioner), ale ludzie mówią do mnie po prostu Amber, Amber Lambert. Moje imię i nazwisko się rymują, więc łatwo je zapamiętać.
Jeszcze raz bardzo się cieszę, że jesteś z nami. Od razu przejdziemy do kilku pytań. Chcemy trochę Cię poznać. A potem oczywiście opowiesz też o marihuanie i płodności, co — jak wiem — jest teraz gorącym tematem. Nie mogę się doczekać, żeby dowiedzieć się więcej. Może opowiesz nam trochę o sobie?
Tak, mieszkam w Luizjanie. Mam dyplom rodzinnej pielęgniarki praktykującej (family nurse practitioner). Uzyskałam go na Louisiana State University, tutaj, w Nowym Orleanie. Obecnie robię doktorat, który planuję ukończyć w grudniu 2021 roku. Z kobietami pracuję już od nieco ponad 10 lat.
Dlaczego zdecydowałaś się na współpracę z Premom?
Naprawdę lubię tę aplikację. Uważam, że aplikacja i Premom dają kobietom możliwość poznania swoich cykli, śledzenia ich w czasie, obserwowania szczytu płodności, momentu owulacji oraz najlepszego czasu na współżycie. Kolejną rzeczą, którą aplikacja oferowała, było śledzenie śluzu szyjkowego. Możesz zorientować się, kiedy owulujesz, oraz poznać zmiany — w tym zmiany hormonalne — które zachodzą w śluzie, i nauczyć się je rozpoznawać. Co ważne, daje to możliwość samodzielnego rozeznania się w sytuacji bez konieczności wizyty w klinice leczenia niepłodności, która dla niektórych osób bywa onieśmielająca. Do tego może być bardzo kosztowna. Dostępne są też konsultacje online, podczas których możesz porozmawiać z kimś, kto ma wiedzę lub doświadczenie w naturalnym planowaniu rodziny — lub w planowaniu rodziny w ogóle. Aplikacja zawiera też mnóstwo materiałów edukacyjnych, dzięki którym kobiety mogą tam zajrzeć i zapytać: „Dobrze, co to oznacza i co mogę z tym zrobić?”. Bardzo mi się to podoba. Uważam, że ma tu wiele aspektów korzystnych dla kobiet, zwłaszcza tych starających się o dziecko.
Czy możesz opowiedzieć nieco więcej o tym, w czym się specjalizujesz i z kim szczególnie lubisz pracować?
Przede wszystkim zdrowie kobiet. Przez ostatnie 10 lat praktycznie cały czas pracowałam w różnego rodzaju poradniach zdrowia kobiet. Nie pracuję w szpitalu. Nie jestem położną. Nie odbieram więc porodów. Tym, co kocham — moim czułym punktem — jest zapobieganie ciążom nastolatek, antykoncepcja oraz pomaganie nastolatkom w poznawaniu własnego ciała i cykli, tego, co jest prawidłowe, a co nie. Ponieważ w okresie dojrzewania zachodzi tak wiele zmian. To więc jedna z moich specjalizacji.
O tak, uwielbiam to.
Ponieważ Luizjana — w pewnym momencie — przez bardzo długi czas miała najwyższy wskaźnik nieplanowanych ciąż nastolatek, a właściwie nieplanowanych ciąż w ogóle. To więc jedna z tych spraw, w które naprawdę bardzo lubię się angażować.
To może być przerażające, zwłaszcza dla młodych osób. Rozmawiamy o tylu rzeczach, o czymś tak prostym jak śluz szyjkowy: co jest zupełnie normalne, a co nie. Mam pacjentki w wieku 13, 14 lat, które nigdy czegoś takiego nie widziały.
Przejdźmy do naszego dzisiejszego tematu. Oto Twoje pierwsze pytanie. Czy mogę zajść w ciążę, stosując marihuanę, i jak wpływa ona na płodność kobiet?
Powiem Ci — o ten temat pytają mnie bez przerwy. Dlatego uznałam, że to bardzo ważne zagadnienie, zwłaszcza teraz, gdy marihuana jest coraz częściej legalizowana. Krótka i prosta odpowiedź brzmi: tak, możesz. Osoby palące marihuanę cały czas zachodzą w ciążę. Pojawia się jednak pytanie: czy wpływa to na owulację? Istnieją pewne dane, pewne badania, które mówią, że tak — potencjalnie może opóźniać owulację.
Kiedy jednak spojrzysz na bazy danych dotyczące ciąży i czasu potrzebnego do zajścia w ciążę, nie ma zbyt wielu danych, które by to potwierdzały. Gdy zagłębisz się w badania i informacje, widzisz, że te opóźnienia w zajściu w ciążę u osób palących marihuanę zwykle wiążą się z innymi dodatkowymi czynnikami, które mogą przyczyniać się do opóźnienia owulacji lub opóźnienia zajścia w ciążę. Czasem otyłość, cukrzyca, insulinooporność, wszystkie te rzeczy — a do tego dodaj marihuanę — mogą potencjalnie opóźniać owulację. Ktoś może więc nie mieć miesiączki co 28 dni; może ją mieć co 35 lub 45 dni, co może opóźnić lub wydłużyć drogę do ciąży. Nie oznacza to jednak, że nie możesz zajść w ciążę tylko dlatego, że paliłaś marihuanę.
Czy zatem stosowanie marihuany w czasie ciąży jest dopuszczalne?
To pytanie również słyszę bardzo często. Myślę, że największym problemem jest tu niewiadoma. A to głównie dlatego, że nie mamy zbyt wielu badań — ani badań kontrolowanych — dotyczących ciąży. Zwykle tłumaczę to tak: masz dwie grupy, powiedzmy 20 kobiet w ciąży tu i 20 kobiet w ciąży tam. Wszystkie stanowią taką samą próbę. Ale nie możemy przeprowadzać badań, w których powiemy, że ta grupa dostanie marihuanę, kokainę i ecstasy, a ta grupa nie dostanie nic. I zobaczmy po prostu, jak to wszystko się skończy. To nieetyczne, to niemoralne. Nie możemy prowadzić takich badań. Dlatego trudno o badania pokazujące, jakie są te skutki, bo trzeba prowadzić obserwację w czasie, przez długi okres — i to nie tylko samej ciąży — w trakcie jej rozwoju, a także tego, co dzieje się z tymi dziećmi później. Dlatego zdobycie tych informacji zajmuje dużo czasu. Wiemy natomiast, że marihuana przenika przez łożysko. Przenika do mleka matki. Widzisz więc te rzeczy. A ponieważ tak wiele jest niewiadomych, nie zalecamy marihuany w ciąży.
Mimo to rzeczywiście stwierdziliśmy, że istnieje ryzyko tego, co nazywamy „problemami neurorozwojowymi”, i są na to dowody. Zaobserwowaliśmy później — w miarę postępu badań i obserwowania tych dzieci w czasie — że część z nich ma niższe funkcje poznawcze, gorsze osiągnięcia w nauce lub niższe IQ, zwiększone ryzyko nadpobudliwości bądź problemów z uwagą czy deficytu uwagi (coś w rodzaju ADD). To zostało wykazane. Mówi się też o możliwym ograniczeniu wzrostu płodu w czasie ciąży — ale zwykle na te rzeczy wpływają również inne choroby współistniejące lub czynniki ryzyka obecne w trakcie ciąży, takie jak palenie tytoniu czy problemy z ciśnieniem krwi podczas ciąży. To wszystko nakłada się na siebie. Ponieważ brakuje tam tak wielu danych i potrzeba więcej badań — bo nie znamy wszystkich szczegółów reszty, ale wiemy, że u dzieci pojawiają się pewne problemy z funkcjami poznawczymi i inne trudności w późniejszym życiu — w ogóle jej nie zalecamy.
Tak, to ma sens. Zastanawiam się, czy wiąże się to z innym pytaniem, czy raczej dotyczy mężczyzn: czy duża lub mała ilość robi różnicę?
To trochę wiąże się z kwestią plemników. Przez wiele, wiele lat mówiliśmy, że marihuana wpływa na liczbę plemników. Trzymaliśmy się tego przez cały ten czas, a potem w zeszłym roku ukazało się duże badanie, które mówi: „Hej, przyjrzeliśmy się wszystkim tym mężczyznom, przeanalizowaliśmy wszystkie te badania nasienia i okazało się, że marihuana potencjalnie mogłaby zwiększać liczbę plemników”. Ale mowa tu o niskiej dawce. Nie wchodzi się w szczegóły tego, co dzieje się przy wysokiej dawce, zwiększonym zapotrzebowaniu czy codziennym, przewlekłym używaniu marihuany. To raczej wiąże się z potencjalnym zmniejszeniem liczby plemników.
Kiedy myślisz o plemnikach i marihuanie, wpływa ona na nie także na inne sposoby. A o tym akurat tamto badanie niewiele mówiło. Mężczyźni produkują około 1500 plemników na sekundę, więc z czasem miliardy i miliardy plemników. Kolejna sprawa: plemnik jest naprawdę, naprawdę mały — 0,05 milimetra, jeśli potrafisz to sobie wyobrazić. Jest niesamowicie, niesamowicie maleńki. Taki plemnik musi pokonać około sześciu cali, żeby dostać się od szyjki macicy aż do jajowodu. Temu małemu plemnikowi zajmuje to około 30 minut, może godzinę, żeby tam dotrzeć. Ale to, co wiemy o pacjentach płci męskiej palących marihuanę: ruchliwość plemników jest faktycznie zaburzona. Nawet jeśli pominiemy ten artykuł, to nowe badanie dotyczące liczby plemników, i tak wiemy, że marihuana wpływa na ruchliwość oraz na to, jak plemniki się poruszają i jak szybko docierają, by zapłodnić komórkę jajową. Zdarza się, że pływają w kółko albo kierują się to tu, to tam, zamiast tam, gdzie chcemy. Albo poruszają się bardzo wolno. Więc zamiast 30 minut czy godziny, dotarcie na miejsce może im zająć cztery godziny. Marihuana wpływa też na zdolność plemnika do przeniknięcia przez komórkę jajową, co jest ogromnie ważne — chodzi o zapłodnienie. To rzeczy, o których warto pomyśleć. Wracając do tego, jak długo plemniki są dotknięte tym wpływem — o to też często pytają — otóż: 1500 plemników na sekundę, wszystkie te plemniki są przechowywane nawet przez jakieś 70–75 dni i pozostają pod wpływem marihuany. Naprawdę warto odstawić marihuanę na co najmniej 70–75 dni, aby potencjalnie nie było tam przechowywanych plemników o zaburzonej ruchliwości lub zaburzonej zdolności do aktywności w czasie.
Tak, to bardzo ciekawa uwaga. Nie chodzi tylko o liczbę, ale o skuteczność plemników, które masz. Przypomina mi to te artykuły o kawie i winie, które co jakiś czas się pojawiają. W stylu: „To dla ciebie dobre!”. Czy masz też jakieś przemyślenia na temat CBD? To samo?
Mam co do tego mieszane uczucia, bo uważam, że potrzeba po prostu znacznie więcej badań. Wszystkie te produkty są wytwarzane nieco inaczej: produkcja, ilość i sposób wchłaniania. Krem kontra inhalator. Wszystkie te różne rzeczy. Nie wiedząc o tym zbyt wiele i nie mając wystarczających danych — bo dostępnych jest tak wiele różnych form — na ten moment wciąż odradzałabym stosowanie.
Wiem, że niektóre mogą zawierać trochę THC, mimo że producenci starają się tego unikać, więc czasem pojawia się i ten problem.
Dokładnie.
Myślę, że to wyczerpuje nasze pytania. Czy jest coś jeszcze, co chciałabyś przekazać naszej społeczności? Jakieś przemyślenia? Sugestie?
Myślę, że kiedy mówimy o płodności, kwestii plemników czy owulacji, po prostu miejcie te rzeczy na uwadze. Marihuana — w ciąży może potencjalnie mieć długoterminowe skutki dla dzieci w przyszłości. Plemniki — chcielibyśmy, aby były wolne od marihuany przez 70–75 dni, żeby dać wam najlepsze szanse na zajście w ciążę. I technicznie rzecz biorąc, nie ma niczego istotnego, co by wskazywało, że uniemożliwi to ciążę, bo z tego, co widzimy, kobiety cały czas zachodzą w ciążę nawet przy marihuanie. W zależności od Twojej historii i Twoich uwarunkowań możesz mieć niewielkie opóźnienie. Ale prawdopodobnie wpływają na to inne czynniki, a nie sama owulacja. Jestem też dostępna na konsultacje online, jeśli będziesz potrzebować. Prowadzę je i absolutnie je uwielbiam. Polegają one na analizowaniu Twojej miesiączki, wykresów i wszystkiego, i ustalaniu, kiedy jest najlepszy czas, albo podpowiadaniu różnych sugestii i tym podobnych rzeczy.
Tak. Bardzo dziękuję, że dziś do nas dołączyłaś, Amber.
Tak, cieszę się, że udało nam się to zrobić. Dziękuję.
| "Helping women track their ovulation in a smarter way" |






